Przyjęło się, że gry komputerowe/wirtualne, to domena ludzi młodych i to głównie płci męskiej.
Ja nie spełniam żadnego z tych kryteriów, więc na afisz się nie pcham...
ale wieczorów z grami na konsoli nie zamienię na żadne spotkania w klubie seniora czy popylanie do kościółka...
Do łask powrócił Assassin's Creed III ale tym razem w trybie wieloosobowym. Znów moja św. trójca -Vulkan, Tecu i Adri- wzięła mnie pod swe opiekuńcze skrzydła... Jakiś czas grania bez Bogdy, to dla moich chłopców z drużyny coś jak urlop zdrowotny... ale nic nie może trwać wiecznie, więc znów latamy po wirtualnym świecie by mordować i nabijać punkty...
Z wczorajszego spotkania zrobiłam fotkę... czyż nie prezentujemy się wspaniale..?
Obiecanki jak na razie... Ale w październiku , to już będę przebierać nogami i liczyć dni do premiery....chociaż może wiać nudą... Postaci zabrane z trójki i czarnej flagi ...... lokacje też dziwnie znajome... Hmmm
Po osiągnięciu 100% w singlowych przygodach Edwarda Kenway'a , do platyny brakuje mi tylko rozgrywek w trybie wieloosobowym... Zdziwiłam się również, gdy okazało się, że przygody kwatermistrza Adewale'a to nie dodatek ale odrębna gra, chociaż tuzin trofeów, to ilość w sam raz na DLC ... Kupiłam, zagrałam, zebrałam wszystkie pucharki... Takie skromne i małe... ale musi wystarczyć w oczekiwaniu na kolejny smakowity kąsek.. Ponoć aż do jesieni muszę czekać na kolejnego "Zabójcę" z jego ukrytym ostrzem.
Ponad połowa chorób, z którymi borykają się ludzie- pochodzi od zwierząt. Wirus Hiv -od małp... wiadomo też od jakich zwierząt pochodzi ptasia i świńska grypa... A co można podłapać od owadów... ? Komar widliszek roznosi malarię, mucha tse-tse- śpiączkę, kleszcze - boreliozę... A mrówki..?
Grzyb nazywany z łaciny Ophiocordyceps unilateralis wykorzystuje
pewien gatunek mrówek, aby przetrwać i rozwijać się dalej. W tym
celu musi zmienić mrówkę w zombie. Tkanka mrówki jest
rozkładana i konsumowana przez grzyba, aby wreszcie stać się pustą
skorupą.
Jak by wyglądali i jak się zachowywali ludzie, gdyby zostali nosicielami Ophiocordyceps unilateralis.. ?
Takie pytanie zadali sobie twórcy gry "The last Of Us"...
której akcja dzieje sie 20 lat po wybuchu pandemii. Opustoszałe domy,
ulice... w miastach rządzi głód, nieposkromiona przyroda, wojsko i
watahy agresywnych zarażonych i zarażających.. W tej scenerii nasi bohaterowie próbują przeżyć.... a zadaniem gracza jest im w tym pomóc.
Trzy tygodnie temu rozpoczęłam swoją przygodę na przeklętej wyspie w samym sercu "Smoczego trójkąta", i wraz z Larą poznawałam historię słonecznej królowej, walczyłam o życie swoje i reszty załogi Endurance z ludźmi bezwzględnymi i okrutnymi... Szło mi nieźle... nawet pochwaliłam się kilku znajomym, że szykuje mi się kolejna platyna- no i jakąś godzinkę temu- słowo ciałem się stało.
Ósma platyna nazwana szumnie "Prawdziwa szkoła przetrwania" - już na moim koncie...
W grze wieloosobowej- jak zwykle- pomogli mi moi dwaj współgracze.. Vulcan, Tecumthe... -co ja bym bez was zrobiła..? Dziękuję..!!
"Tomb Raider"... tym razem to już moja czwarta część przygód Lary Croft i tradycyjnie- startowałam ze sporym opóźnieniem w stosunku do mojego syna... Jak na razie, zawsze udawało mi się go -nie tylko dogonić ale i zostawić daleko w tyle. Jak będzie tym razem ..? Na dzień dzisiejszy, dzieli nas 50% postępów w trofeach i to na jego korzyść, ale nie mam zamiaru godzić się z takim stanem... Grę kupiłam 4 dni temu i idzie mi całkiem nieźle... Fabuła ciekawa choć mroczno i okrutnie... a rozgrywka tak rozbudowana, że aż dech zapiera....
Czy ja naprawdę nie mam nic lepszego do roboty..??
Podobno,
gdy Bóg chce kogoś ukarać, to mu wpierw rozum odbiera... Mi odebrał,
chociaż należę do tej grzecznej części społeczeństwa, więc i karać mnie
nie ma za co...
Jeszcze w
niedzielę zarzekałam się, że jeśli kupię sobie grę GTA-V, to za kilka
lub kilkanaście tygodni, a najlepiej - to w ogóle sobie tym głowy nie
zawracać...
Tymczasem, po krótkiej dyskusji z portfelem- następnego dnia w gdańskim "Saturnie" - nie oparłam się pokusie...
Oto jak się będzie bawić sopocka emerytka- matka dzieciom... babcia wnukom....
W połowie stycznia ściągnęłam na dysk PS3 - kolejnego "Asasina"...
Przygody wojowniczej Aveline de Grandpré były już dużo wcześniej znane użytkownikom konsoli Vita, a teraz są dostępne także na konsole stacjonarne oraz pecetowcom...
Niestety, na PS3 nie ma wersji pudełkowej..
Gra -jak na swoja cenę- przyjemna , chociaż dla mnie dużym utrudnieniem był brak polskiej wersji językowej... Ale jakoś dałam radę....
Dziś zakończyłam zmagania uwieńczone platynowym sukcesem i teraz już mogę pograć sobie następną sesję całkowicie na luzie ...
Minęły prawie dwa lata od wbicia przedostatniego trofka we wspaniałej grze "Heavy Rain"...
Jedno z trofeów stanęło mi kością w gardle i już pogodziłam się z myślą, że nie jest mi pisane.
To okryte złą sławą "Kamikadze"... Podchodziłam do niego kilkadziesiąt razy i wysypywałam się na kontrolowanym, a w moim przypadku -niekontrolowanym- poślizgu...
Wczoraj z moich pleców spadł ten makabryczny ciężar a ja poczułam się radosna jak skowronek...
Przyprawiające mnie o nerwowe tiki - upiorne Kamikadze, dołączyło do mojej listy trofeów, otwierając w ten sposób drzwi, dla kolejnej (szóstej) platyny..!! Hura..!!
Już się przyzwyczaiłam do własnych prezentów pod choinką, więc nowy telewizor z większym ekranem i kilka drobiazgów do świata PS3... zapewne nie wyda się niczym dziwnym...
Tym razem, to nie rozrzutność, ale "złośliwość rzeczy martwych" wymusiła na mnie te wydatki...
No cóż.. Mogę przeczekać skromne święta i nadejście Nowego Roku bez frykasów, kartofli czy nowych leginsów... ale jako gracz, nie byłabym w stanie przetrwać bez sprawnego sprzętu...!
Dwie gry z klimatu Harrego Pottera i magiczna pałeczka Movie- to kolejna , czekająca mnie przygoda...
Moja ulubiona gra "Assassin's Creed Broderhood" , została (niestety) przez twórców- obdarowana męczącym i potrafiącym zniechęcić gracza- felerem.
Chodzi o trofeum w trybie gry wieloosobowej: "Pracownik miesiąca Abstergo"...
Ktoś, kto wpadł na pomysł by tak skomplikować wymagania i poziom trudności, a na dodatek wyznaczyć limit czasowy...- powinien być przez rok skazany na abstynencję od seksu, finansów i Rock & Rolla....
Do jego zdobycia potrzebny mi był nie tylko taki a nie inny skład ekipy: Tecu..., Vulcan i Adri....., nie tylko szczegółowa rozpiska naszego lidera, ale i małe przemeblowanie w pokoju... że o zakupie słuchawek do Skype - nie wspomnę..
Długo do tego dojrzewałam, aż dziś, chłopcy z drużyny pogonili mnie po chaszczach na Castel Gandolfo... i udało się...!
To było ostatnie trofeum w tej grze, więc automatycznie wpadła ...(moja czwarta i ciężko zapracowana) PLATYNA ...!
A mojej ekipie składam wielkie podziękowania za pomoc i solidarność..!
Mam nadzieję, że teraz spotkamy się w Konstantynopolu, potem w Bostonie, a nie za długo- na turkusowych wodach wokół wysp karaibskich...
Dwa tygodnie ogarniałam moją najnowszą grę o dziwnych przygodach Jodie na styku dwóch światów: żywych i umarłych... a tu już koniec. Tak szybko wpadającej Platyny nie widział chyba nikt...
Ale co się dziwić.. Gra wspaniała, i przez to potrafiła przykuć mnie do konsoli po kilka długich godzin dziennie.... a przecież uzależniona od gier -to ja chyba jeszcze nie jestem..
Jedno z trofeów wymagało przejścia całej gry w duecie na jednej konsoli... Nie wiedziałam skąd wytrzasnąć drugiego gracza, którego mogłabym zaprosić do swojego domu...
Na szczęście ostał mi się poprzedni pad (z popsutym lewym analogiem), więc postanowiłam się nim posiłkować i robić za dwóch..
Nie dość, że był to dla mnie debiut w takim sposobie sterowania, to jeszcze jeden z padów był egzemplarzem "specjalnej troski"... a jednak się udało.. !!
Dla takich gier jak mój ostatni nabytek, warto nie tylko ciężki szmal wydać, ale i stać nawet godzinę w długiej kolejce .
W tej grze, gracz nie tylko jest głównym bohaterem, ale jest także w dużym stopniu scenarzystą i reżyserem.
W opowieści jest manipulacja ludźmi, dramat młodej dziewczyny, emocjonalny szantaż, tłumiony bunt, oraz determinacja i przemoc zarówno fizyczna jak i psychiczna... no i oczywiście istoty z zaświatów...
...i jeszcze ten kilkuletni chłopczyk, który w centrum walk ulicznych musi zabijać-aby samemu przeżyć...
Jest tyle elementów, że chwilami mnie coś w gardle dławiło..
W zależności od tego, jaką decyzję podejmuje gracz lub z czego rezygnuje.. akcja potoczy się w innym kierunku. Co zatem idzie - jest kilka różnych zakończeń gry...
W moim pierwszym przejściu- wybrałam powrót do świata żywych....
Teraz idę po raz drugi - i wybiorę przejście do strefy mroku... Czy innych bohaterów pozostawię przy życiu, czy im je odbiorę... ?
I jak to się skończy... ? - aż boję się wiedzieć..!
Zazwyczaj chodzę w życiu własnymi ścieżkami, ale czasem daję się zwieść na manowce. Kilka dni temu, jeden z moich stałych współgraczy zachwalał mi grę (tej samej produkcji, co "Heavy Rain")- o nazwie "Beyond -Dwie Dusze"...
Aby sprawdzić, czy mi przypasi- ściągnęłam sobie bezpłatne demo, by co nieco poznać klimat i sterowanie...
Dziś w sopockim Empiku- lekką ręką wydałam dwie i pół stówy z puli ubraniowej...
A co..? Przecież mogę kolejną zimę przechodzić w zeszłorocznych butach...
Za miesiąc zrezygnuję z zimowej kurtki ... bo wychodzi kolejny...
W ciągu ostatnich tygodni, wiele wolnych godzin przeznaczyłam na dopieszczanie sekwencji w grach z serii "Assasssin's Creed....i.t.d."
A było tego od groma i ciut ciut.
Wymyślili sobie twórcy, że nie wystarczy przejść wspomnienie by je zaliczyć i pchnąć akcję dalej... (dają wtedy 50-70%)... ale aby zdobyć jedno z ważniejszych trofeów- wszystkie sekwencje (każda z nich składająca się z kilku lub więcej wspomnień)....muszą mieć 100% wykonania..
W tym celu gracz musi spełnić szereg wymagań, które niestety bywają upierdliwe...
W grze "A.C. Revelation"... jakoś mi się to udało.
Teraz męczę Assassina-Trójkę... i dziś zaskoczyłam samą siebie...
Musiałam przepłynąć wielkim statkiem (bez jego uszkodzenia) przez wąskie przesmyki między skałami, zatopić kilka szkunerów i zrobić abordaż na frachtowcu... A ja, sama nie wiem jak- wpłynęłam dziobem w jakąś sporą wyspę, co moją jednostkę unieruchomiło na amen..
Już po paru sekundach powinien wyskoczyć komunikat, że pełna synchronizacja nieudana...a wrogie okręty powinny mnie zatakować
Tymczasem tak się nie stało ...!!!
Mimo uziemienia, wiatru z prawej burty i ograniczonego dostępu do armat - udało mi się zniszczyć wrogą flotę, zlikwidować jej załogę i wyjść z potyczki bez szwanku...
Jakim cudem zaliczyłam 100%..? Nie mam zielonego pojęcia...!
Wciąż tkwię w kowbojskich klimatach Johna Marstona.... seria "Uncharted" balansuje w granicach 75 % ...
Coonor i Ezio cierpliwie czekają na moją aktywność...
Tymczasem ja podniecam się na myśl, że na jesień, pod czarną banderą-wypłynę na Karaiby, będę pić rum w obskurnych tawernach i wdawać się w bijatyki z podejrzanymi typami w szykownych mundurach...
Jednym słowem: Assassin's Creed IV zawrócił mi w głowie...